Patrzysz na wiadomości znalezione dla frazy: Joseph Needham





Temat: Chińczycy mają swojego Kolumba

Jeszcze w kwietniu o Zhengu napisał "Wprost", co oznaczałoby, że National
Geographic "splagiatował" polski tygodnik (www.wprost.pl/ar/?
O=75064&C=57). Jeszcze w 2001 roku pisał o tym "Time"
(www.time.com/time/asia/features/journey2001/), z czego wynikałoby ,
że "Wprost" zerżnął od nich. "Time" też oparł się na jakichś źródłach, które -
jak się dobrze zastanowić - ostateczie prowadząa do steli z prowincji Fujian
znalezionej w 1930 roku.

Niektórzy uważają, że chińskie nazwiska są trudne. Są też tacy, którym większą
trudność spriawa ojczyzna-polszczyzna, bo np. nie rozumieją słowa "plagiat".

portalwiedzy.onet.pl/polszczyzna.html?qs=plagiat&tr=pol-obc&ch=1&x=21&y=5
W gazetach codziennych - nie wiem czy szanowny czytelnik raczył zauważyć? -
nie ma zwyczaju podawania szczegółowej bibliografii.

Na specjalne życzenie podaję:

1) Joseph Needham, "Wielkie miareczkowanie", PIW, Warszawa, 1984
2) John K. Fairbank, "Historia Chin", s. 116-126, Marabut-Bellona, Warszawa-
Gdańsk, 2003
3) Gavin Menzies, "1421", Warszawa, Amber, 2002
4) Robert Temple, "Geniusz Chin", Ars Polona, Warszawa, 1994, s. 185-191
5) Witold Rodziński, "Historia Chin", Ossolineum, s. 283-287

Pozdrawiam,
kg

PS Dziękuję za informacje o tekście "NG". Będę musiał kupić, bo jestem ciekaw
co napisali.


Wyświetl resztę wiadomości z tematu



Temat: Poprawianie historii, a właściwie
Poprawianie historii, a właściwie
poszerzanie wiedzy historycznej.
Znalazłam ciekawy artykuł , którym sie z Wami podzielę.Bo nic wartościowszego
niż kochajacy i na dodatek mądrzy dziadkowie )).


Tatarzy użyli pod Legnicą gazów bojowych





Konrad Godlewski 07-04-2006, ostatnia aktualizacja 07-04-2006 20:06

To pod Legnicą, a nie pod Ypres użyto po raz pierwszy w historii Europy gazów
bojowych. 765 lat temu chińscy saperzy potraktowali tą bronią chrześcijańskie
rycerstwo - uważa prof. Józef Włodarski z Gdańska.


W sobotę mija 765. rocznica mongolskiego najazdu na Polskę, który powszechnie
kojarzymy z lajkonikiem, przerwanym hejnałem z wieży mariackiej i
spektakularną porażką w bitwie pod Legnicą 9 kwietnia 1241 roku. Zdaniem
prof. Józefa Włodarskiego, historyka z Uniwersytetu Gdańskiego, mongolska
inwazja powinna nam się kojarzyć jeszcze z dwoma wydarzeniami. Po pierwsze, w
czasie bitwy pod Legnicą najeźdźcy użyli gazów bojowych, z których
europejskie armie zaczęły korzystać dopiero w czasie I wojny światowej. Po
drugie, to wtedy doszło do pierwszego kontaktu Polaków z Chińczykami.

Teoria o chińskich saperach w mongolskich szeregach pojawiła się w 1991 r. w
Legnicy na sympozjum z okazji 750. rocznicy bitwy. Sławomir Szulc wystąpił
wówczas z referatem o chińskich gazach bojowych, o których polscy i
europejscy historycy długo nic nie słyszeli, bo znajomość chińskiej nauki
m.in. ze względu na barierę językową była nikła.

Saperzy z bambusrurkami

Przełomu w tej wiedzy dokonał brytyjski chemik Joseph Needham (1900 - 95)
nazywany w Cambridge (gdzie mieści się instytut jego imienia) "największym
sinologiem XX wieku". Będąc w Chinach w latach 40., Needham zainteresował się
chińskim dorobkiem naukowym i technicznym, opanował klasyczny chiński i z
pomocą miejscowych badaczy rozpoczął bezprecedensowe badania nad historią
nauki w Państwie Środka. Od lat 50. ukazało się kilkadziesiąt tomów
zapoczątkowanej przez niego serii "Nauka i cywilizacja w Chinach".

Dzięki pracy Needhama i jego uczniów, którzy przeszperali chińskie kroniki i
almanachy, wiadomo, że gazy bojowe stosowano w Chinach już na początku IV w.
p.n.e., np. dym z kulek gorczycy i innych trujących ziół tłoczono miechami do
tuneli wrogów oblegających miasta. W II w. zaczęto stosować gaz łzawiący ze
sproszkowanego wapna. Wynaleziony w XI wieku proch Chińczycy nauczyli się
mieszać z różnymi truciznami: roślinnymi, zwierzęcymi i związkami arsenu. Po
upchnięciu takiej mieszanki w bambusowej tubie powstawała trująca bomba.
Chińczycy potrafili również wytwarzać gazy paraliżująco-duszące i używać ich
na polu walki za pomocą latawców i bambusowych rur.

Czyngis-chan i jego potomkowie zajęli pół świata nie tylko dlatego, że mieli
świetną jazdę, która do perfekcji opanowała makiaweliczną taktykę walki i
wykorzystanie kompozytowych łuków do strzelania z siodła. Podbijając państwo
Jin na północy Chin i walcząc z państwem Songów na południe od Żółtej Rzeki,
Mongołowie przejęli chińskie techniki walki oblężniczej, dzięki którym
jeszcze za życia Czyngis-chana łatwo zdobywali miasta Azji Środkowej.

W swoich szeregach Mongołowie chętnie wykorzystywali podbite ludy. Kiedy w
1258 r. zrównali z ziemią Bagdad, arabscy historycy odnotowali, że Chińczycy
obsługiwali w ich wojsku ciężkie łuki oblężnicze.

Głowa wielce szpetna

Podobnie było pod Legnicą, gdzie zapewne ruscy woje siali ferment w polskich
szeregach, krzycząc: "biegajcie, biegajcie!". Fragment kroniki Jana Długosza
pozwala przypuszczać, że pod Legnicą walczyli również chińscy saperzy.

"Była tam w ich (mongolskim) wojsku między innymi chorągwiami jedna ogromnej
wielkości" - pisze Długosz. "( ) na wierzchołku jej drzewca tkwiła postać
głowy wielce szpetnej i potwornej z brodą, kiedy więc Tatarzy o jedną staję w
tył się byli cofnęli i zabierali do ucieczki, chorąży niosący ów proporzec
począł tą głową z całej siły machać, a natychmiast buchnęła z niej jakaś para
gęsta, dym i wiew tak smrodliwy, że za rozejściem się między wojskami tej
zabójczej woni Polacy mdlejący i ledwo żywi ustali na siłach i niezdolnymi
się stali do walki ".

Czy to oznacza, że to nie Ypres w 1917 roku, ale Dobre Pole pod Legnicą w
1241 r. było pierwszym w historii Europy miejscem, w którym doszło do użycia
gazów bojowych?

- Nie waham się stwierdzić, że tak. Zastanawiam się jednak, czy aby
Mongołowie nie korzystali z chińskiej broni w czasie wcześniejszego najazdu
na Ruś - mówi Włodarski. - Próbowałem szperać w ówczesnych latopisach, ale
nie znalazłem wzmianek, które by tę hipotezę potwierdzały. Podobnie jest z
najazdami na Węgry, które w 1241 r. były głównym celem mongolskiej armii.

Podczas bitwy pod Legnicą Mongołowie, podobnie jak Niemcy pod Ypres w 1917
roku, w czasie ataku gazowego wykorzystali wiatr wiejący w stronę
przeciwnika.

Dlaczego świadkowie, którzy przeżyli rzeź pod Legnicą, nie zauważyli
Chińczyków? - Horyzont geograficzny ówczesnych ludzi kończył się na Dnieprze.
Mongołowie i Chińczycy byli dla rycerstwa pod Legnicą nie do odróżnienia -
tłumaczy Włodarski. Tego problemu nie mieli już Arabowie, którzy przez wieki
handlowali, a nawet wojowali z Chinami.

Chociaż w 1241 r. Mongołowie spustoszyli Polskę (w tym Kraków), kraje Zachodu
miały szczęście, bo na wieść o śmierci Ugedeja mongolska armia zawróciła.
Najazdy na ziemie polskie powtarzały się jednak w latach 1259, 1260 i 1280.

W 1246 r. u granic Chin stanął pierwszy Polak - wrocławski franciszkanin
imieniem Benedykt, który towarzyszył papieskiemu posłowi do Imperium
Mongolskiego.

- Do tej pory nie przebadano starannie chińskich źródeł, bo nie mieliśmy w
Polsce historyków ze znajomością klasycznej chińszczyzny. Ktoś powinien to w
końcu zrobić - uważa Włodarski. - W kronikach założonej w Chinach przez
Mongołów dynastii Yuan zachowały się relacje uczestników wypraw do Europy
Środkowej. Możemy się z nich dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy.

Korzystałem z pracy Wacława Odyńca i Józefa Włodarskiego „Wpływ Chin na
dalekowschodnią sztukę wojenną” („Chiny w oczach Polaków”, Marpress, Gdańsk,
2001)



Wyświetl resztę wiadomości z tematu



Temat: Tatarzy użyli pod Legnicą gazów bojowych
Tatarzy użyli pod Legnicą gazów bojowych
To pod Legnicą, a nie pod Ypres użyto po raz pierwszy w historii Europy gazów
bojowych. 765 lat temu chińscy saperzy potraktowali tą bronią chrześcijańskie
rycerstwo - uważa prof. Józef Włodarski z Gdańska.
W sobotę mija 765. rocznica mongolskiego najazdu na Polskę, który powszechnie
kojarzymy z lajkonikiem, przerwanym hejnałem z wieży mariackiej i
spektakularną porażką w bitwie pod Legnicą 9 kwietnia 1241 roku. Zdaniem prof.
Józefa Włodarskiego, historyka z Uniwersytetu Gdańskiego, mongolska inwazja
powinna nam się kojarzyć jeszcze z dwoma wydarzeniami. Po pierwsze, w czasie
bitwy pod Legnicą najeźdźcy użyli gazów bojowych, z których europejskie armie
zaczęły korzystać dopiero w czasie I wojny światowej. Po drugie, to wtedy
doszło do pierwszego kontaktu Polaków z Chińczykami.

Teoria o chińskich saperach w mongolskich szeregach pojawiła się w 1991 r. w
Legnicy na sympozjum z okazji 750. rocznicy bitwy. Sławomir Szulc wystąpił
wówczas z referatem o chińskich gazach bojowych, o których polscy i europejscy
historycy długo nic nie słyszeli, bo znajomość chińskiej nauki m.in. ze
względu na barierę językową była nikła.

Saperzy z bambusrurkami

Przełomu w tej wiedzy dokonał brytyjski chemik Joseph Needham (1900 - 95)
nazywany w Cambridge (gdzie mieści się instytut jego imienia) "największym
sinologiem XX wieku". Będąc w Chinach w latach 40., Needham zainteresował się
chińskim dorobkiem naukowym i technicznym, opanował klasyczny chiński i z
pomocą miejscowych badaczy rozpoczął bezprecedensowe badania nad historią
nauki w Państwie Środka. Od lat 50. ukazało się kilkadziesiąt tomów
zapoczątkowanej przez niego serii "Nauka i cywilizacja w Chinach".

Dzięki pracy Needhama i jego uczniów, którzy przeszperali chińskie kroniki i
almanachy, wiadomo, że gazy bojowe stosowano w Chinach już na początku IV w.
p.n.e., np. dym z kulek gorczycy i innych trujących ziół tłoczono miechami do
tuneli wrogów oblegających miasta. W II w. zaczęto stosować gaz łzawiący ze
sproszkowanego wapna. Wynaleziony w XI wieku proch Chińczycy nauczyli się
mieszać z różnymi truciznami: roślinnymi, zwierzęcymi i związkami arsenu. Po
upchnięciu takiej mieszanki w bambusowej tubie powstawała trująca bomba.
Chińczycy potrafili również wytwarzać gazy paraliżująco-duszące i używać ich
na polu walki za pomocą latawców i bambusowych rur.

Czyngis-chan i jego potomkowie zajęli pół świata nie tylko dlatego, że mieli
świetną jazdę, która do perfekcji opanowała makiaweliczną taktykę walki i
wykorzystanie kompozytowych łuków do strzelania z siodła. Podbijając państwo
Jin na północy Chin i walcząc z państwem Songów na południe od Żółtej Rzeki,
Mongołowie przejęli chińskie techniki walki oblężniczej, dzięki którym jeszcze
za życia Czyngis-chana łatwo zdobywali miasta Azji Środkowej.

W swoich szeregach Mongołowie chętnie wykorzystywali podbite ludy. Kiedy w
1258 r. zrównali z ziemią Bagdad, arabscy historycy odnotowali, że Chińczycy
obsługiwali w ich wojsku ciężkie łuki oblężnicze.

Głowa wielce szpetna

Podobnie było pod Legnicą, gdzie zapewne ruscy woje siali ferment w polskich
szeregach, krzycząc: "biegajcie, biegajcie!". Fragment kroniki Jana Długosza
pozwala przypuszczać, że pod Legnicą walczyli również chińscy saperzy.

"Była tam w ich (mongolskim) wojsku między innymi chorągwiami jedna ogromnej
wielkości" - pisze Długosz. "( ) na wierzchołku jej drzewca tkwiła postać
głowy wielce szpetnej i potwornej z brodą, kiedy więc Tatarzy o jedną staję w
tył się byli cofnęli i zabierali do ucieczki, chorąży niosący ów proporzec
począł tą głową z całej siły machać, a natychmiast buchnęła z niej jakaś para
gęsta, dym i wiew tak smrodliwy, że za rozejściem się między wojskami tej
zabójczej woni Polacy mdlejący i ledwo żywi ustali na siłach i niezdolnymi się
stali do walki ".

Czy to oznacza, że to nie Ypres w 1917 roku, ale Dobre Pole pod Legnicą w 1241
r. było pierwszym w historii Europy miejscem, w którym doszło do użycia gazów
bojowych?

- Nie waham się stwierdzić, że tak. Zastanawiam się jednak, czy aby Mongołowie
nie korzystali z chińskiej broni w czasie wcześniejszego najazdu na Ruś - mówi
Włodarski. - Próbowałem szperać w ówczesnych latopisach, ale nie znalazłem
wzmianek, które by tę hipotezę potwierdzały. Podobnie jest z najazdami na
Węgry, które w 1241 r. były głównym celem mongolskiej armii.

Podczas bitwy pod Legnicą Mongołowie, podobnie jak Niemcy pod Ypres w 1917
roku, w czasie ataku gazowego wykorzystali wiatr wiejący w stronę przeciwnika.

Dlaczego świadkowie, którzy przeżyli rzeź pod Legnicą, nie zauważyli
Chińczyków? - Horyzont geograficzny ówczesnych ludzi kończył się na Dnieprze.
Mongołowie i Chińczycy byli dla rycerstwa pod Legnicą nie do odróżnienia -
tłumaczy Włodarski. Tego problemu nie mieli już Arabowie, którzy przez wieki
handlowali, a nawet wojowali z Chinami.

Chociaż w 1241 r. Mongołowie spustoszyli Polskę (w tym Kraków), kraje Zachodu
miały szczęście, bo na wieść o śmierci Ugedeja mongolska armia zawróciła.
Najazdy na ziemie polskie powtarzały się jednak w latach 1259, 1260 i 1280.

W 1246 r. u granic Chin stanął pierwszy Polak - wrocławski franciszkanin
imieniem Benedykt, który towarzyszył papieskiemu posłowi do Imperium Mongolskiego.

- Do tej pory nie przebadano starannie chińskich źródeł, bo nie mieliśmy w
Polsce historyków ze znajomością klasycznej chińszczyzny. Ktoś powinien to w
końcu zrobić - uważa Włodarski. - W kronikach założonej w Chinach przez
Mongołów dynastii Yuan zachowały się relacje uczestników wypraw do Europy
Środkowej. Możemy się z nich dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy.

serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3267907.html
Wyświetl resztę wiadomości z tematu